Ani nudy, ani rutyny, ani nawet odcinania kuponów nie doświadczyła licznie zgromadzona publiczność przybyła do The Berry Theatre w Southampton. W Pierwszy dzień lutego kabaret Ani Mru Mru dał swoje pierwszorzędne show po raz pierwszy w naszym mieście. Od początku lublinianie kupili audytorium i przez ani sekundkę nie pozwolili by komukolwiek na sali się nudziło. Doskonale zorganizowane przedstawienie nawet największych sceptyków i malkontentów wprowadziło w dobry nastrój. Świetnie poprowadzone i zagrane show na długo będzie ładunkiem pozytywnej energii dla wielu osób zgromadzonych na sali.            Głos Polonii przed występem miał okazje spotkać się z sympatycznymi członkami kabaretu i zapytać o kilka ważnych i mniej ważnych spraw. W wywiadzie specjalnie dla Głosu udział wzięli; Marcin Wójcik, Michał Wójcik i Waldemar Wilkołek. Zobaczcie co ciekawego usłyszeliśmy podczas tej rozmowy:

reklama

GP – Jak to jest w Waszym przypadku czy nazwa nowego programu ‘Nuda, Rutyna odcinanie kuponów’ to rzeczywisty stan Waszego ducha, kryzys, czy tylko dobry chwyt marketingowy bo wszystko co dziś wiąże się z modnym słowem kryzys da się jakoś sprzedać?

Marcin – Prawda jest taka, że jest to nasz autentyczny stan duchowy, natomiast ludzie się dają na to nabierać. Kupują bilety, przychodzą i są zadowoleni, ze coś takiego zobaczyli. Okazuje się, że nawet w kryzysie jesteśmy w stanie wymyślać coś z niczego i jakoś staramy się sobie radzić.

Na początku rzeczywiście myśleliśmy, że to będzie chwyt marketingowy, ale wyszło inaczej.
Michał – o dziwo jeśli ludzie usłyszeli słowo kryzys to zaczęli kupować coraz więcej samochodów, ciuchów mieszkań itd. Także to jest bardzo dziwne, ale działa.

Marcin – w naszym wypadku dochodzi jeszcze kryzys wieku średniego
Michał – i kryzys niedowagi…

GP – skoro kryzys, nuda i rutyna czy to znaczy, ze nie odczuwacie już satysfakcji z występów? Nie ma tej ekscytacji przed wejściem na scenę?

Michał – nie no jest dlaczego? Waldek to tak drepta nóżkami w miejscu jak tylko słyszy że zaraz występuje i od razu z nerwów do toalety leci.
Waldemar – zawsze reaguje wzmożoną perystaltyka co zrobić tak mam.
Marcin – ja czuje dreszczyk emocji przed występem, natomiast jeszcze większy czuję po występie.
GP – jesteście kabaretem z absolutnej polskiej czołówki więc zapytałem żonę, bo ona śledzi takie tematy ‘Może znajdziesz coś na pudlu czy na kozaku, jakąś plotkę sensacyjkę?’ i słuchajcie nic. No nic o was nie ma. Czy to znaczy, że nie karmicie tabloidów, nie zależy wam na podbijaniu takiej popularności?

Waldemar – to my możemy wam powiedzieć ponoć dziewięć lat temu widziano nas pijanych w klubie w Gnieźnie.
GP – teraz jest okazja żeby się przyznać.
Marcin – to że byliśmy pijani w klubie w Gnieźnie?
Razem – BYLIŚMY!
Michał – a jeżeli chodzi o tego typu portale to nie oszukujmy się jeżeli ktoś chce być na takich portalach to jest. My po prostu robimy tyle wspaniałych, cudownych rzeczy, które by się nadawały na te portale ale nikt nas nie chce.
Marcin – ja myślę, że problemem jest to że dla większości ludzi w Polsce nie jesteśmy gwiazdami, więc jakby nasze Zycie ich nie interesuje. Prowadzimy nudne życie.
GP – rzeczywiście tak jest? Nie gonią za wami paparazzi?
Marcin – no zdążają się takie przypadki ale generalnie mamy dystans do siebie. Gdy ja pójdę do klubu i nadużyję alkoholu co póki co jeszcze nie jest w Polsce zabronione i to nie jest żadna sensacja. Rano afery nie ma w mediach nie jeżdżę samochodem po pijaku, żeby potem pisać książki pornograficzne i się ratować w mediach.
Michał – nie sikasz pod krzakami.

Marcin – nie sikam, nie jeździłem na sex wyjazdy organizowane przez żonę i córkę Jana Borysewicza a żałuję (śmiech) ale nie dostałem takiej propozycji. Jesteśmy na marginesie życia towarzyskiego.
Waldemar – jest tutaj taka sytuacja, ze w momencie kiedy się ukazało nasze zdjęcie w jednoznacznej sytuacji które by się nadawało to wszyscy pomyślą:

pewnie Se jaja robili i jaka to sensacja?
GP – czyli zawsze jest usprawiedliwienie
Michał – tak. włamanie do nocnego mięsnego, no i co, nic facet Se jaja robił a nie to ze człowiek głodny.
Waldemar – nikt z nas nie głosił jakiś strasznych mądrości, że jesteśmy abstynentami i wtedy jakby nas trafili pijanego to jest sensacja ale my nic takiego nie mówimy wiec nie ma sensacji.
Michał – albo jesteśmy gejami trafili nas i nie ma sensacji.
GP – modny temat może zostaniecie marszałkami sejmu
śmiech – może…
GP – a czy podczas powstawania skeczy stosujecie autocenzurę?, np. myślicie sobie to jest zbyt hardcore’owe nie przejdzie. Chodzi mi o rodzaj tabu z którego w Polsce nie można się śmiać, czy lecicie grubo po całości?.
Marcin – i tak i tak czasami czujemy na próbie, że jest za mocno, ale nie jest to jakaś cenzura obyczajowa, z reguły wiemy z jakich tematów się nie śmiejemy w naszym kabarecie i jakich tematów nie poruszamy i to jest jakoś już tak odgórnie przyjęte.
Waldemar – poza tym mamy tez swoja kulturę osobista
Michał – weź, weź przestań…

Marcin – oczywiście moglibyśmy zrobić skecz o związku księdza z plebanem albo z organistą, ale nie robimy tego. A jeśli chodzi o hardkory na scenie to wiadomo ze na początku próbujemy to bić w zarodku, ale czasem w ramach entuzjazmu scenicznego podczas występów czasem cos się komuś przypomni i te hardkory się czasem pojawiają.
GP – Gracie w setkach różnych miejsc przed różną publicznością, a ta potrafi być nieprzewidywalna. Czy zapamiętaliście jakieś ekstremalne akcje?
Marcin – mogę powiedzieć o publiczności za granicą. Zawsze nas dziwi fakt i staramy się z tym wałczyć, że podczas występów w Wielkiej Brytanii i stanach zjednoczonych ludzie wychodzą z Sali cały czas. Generalnie podczas występu łażą. W Polsce jedna osoba dwie gdzieś tam wyjdą do toalety po godzinie. Gdy graliśmy ostatnio w Birmingham specjalnie policzyliśmy i dwie osoby wyszły w drugiej minucie występu.
GP czyli to nas wyróżnia
Marcin – tak to was zdecydowanie wyróżnia i zawsze jesteśmy tym chodzeniem zdziwieni.
GP – tydzień temu mieliśmy blue Monday czyli według naukowców najgorszy dzień w roku. Czy wy macie jakieś sprawdzone sposoby na takie słabsze dni?
Marcin – Pink Tuesday (śmiech)
Waldemar – pink All the week
Michał – trzeba kupić sobie polędwicę i ja masować.
GP – a jaki jest wasz plan B na Zycie po kabarecie, bo już wkrótce może się okazać, że ruch Palikota zalegalizuje marihuanę i wszystkim będzie na tyle wesoło, że kabaret przestanie żreć. Co wtedy?

Michał – a to nie jest już legalne coś podobnego.
Marcin – ja szykuje się już powoli do bycia rentierem, zbieram fundusze i gdyby się coś miało wydarzyć to będę odpoczywał gdzieś na jakiejś wyspie pewnie.
Michał – ja to może otworzę jakąś małą gorzelnię
Waldemar – czemu małą?
Michał – nie no po co mi duża, ludzi mi najdzie i tylko kłopot
GP – jesteście już wyjadaczami z ekstraklasy a czy zdarza wam się jeszcze zgotować podczas występu?
Marcin – ba! no pewnie, notorycznie.

Michał – na pewno dzisiaj się to wydarzy poniwecz mieliśmy dłuższą przerwę w graniu więc jakaś głupawka będzie.
Waldemar – zresztą często nam się zdarza robić sobie psikusy
Marcin – tak i często przenosimy na scenę jakieś żarty, które cieszyły nas trzy godziny przed występem, leci spontan i żeby nie zwariować to musimy cos tam zmieniać.
GP – a próbujecie się opanować macie na to jakiś szybki, sprawdzony sposób?
Waldemar – to jest problem
Marcin – ja myślę wtedy o posłance Krystynie Pawałowicz
Michał – jak cię masuje…
Waldemar – a ja myślę o tym, że mi zęby wypadły
Michał – gdzie? No gdzie ci wypadły?
Waldemar – na podłogę
Marcin – to przyjdzie do ciebie wróżka zębuszka i poprawi ci cegłą z drugiej strony.
GP – Odliczając od daty przyjęcia pana Waldemara do załogi to już minęło 13 lat, teraz mamy rok 2013 czyli kolejna trzynastka.

Przywiązujecie wagę do takich rzeczy jesteście przesadni czy nie za bardzo ruszają was te czarne koty, zakonnice na rowerach itp.

Marcin – nieeee nie jesteśmy przesądni jakbyś nam nie powiedział, że to 13 to nikt by z nas nie pamiętał, nie mamy jakiś tam przesądów rytuałów.

Michał – teraz mi przyszedł taki pomysł do głowy, że trzeba będzie zrobić taki wieczór i sprawdzić czy to będzie szczęśliwa trzynastka.
GP – na koniec czy macie jakieś przesłanie, do Polaków mieszkających w Southampton jest nas tu kilkadziesiąt tysięcy, więc może jakiś przekaz podprogowy?

Waldemar – jeżeli jest was tu kilkadziesiąt tysięcy to każdy z was powinien wziąć 10 funtów i wpłacić na moje konto, a ja fundusze przekaże na biedne dziecko… moje dziecko
Marcin – mój przekaz to: żebyście trzymali się wszyscy razem, pomagajcie sobie i kibicujcie Borucowi.
rozmawiał Piotr Falkowski


Druk materiałów reklamowych

Oferujemy kompleksowy druk najbardziej popularnych materiałów takich jak: Ulotki, Wizytówki, Bannery, Plakaty...

ŹRÓDŁOPiotr Falkowski
UDOSTĘPNIJ