Kryzys w cieśninie Ormuz paraliżuje dostawy ropy i niepokoi giełdy
Sytuacja na Bliskim Wschodzie staje się coraz bardziej napięta, co uderza bezpośrednio w portfele kierowców na całym świecie. Kluczowym punktem zapalnym jest cieśnina Ormuz – strategiczny wąski gardziel, przez który przepływa aż jedna czwarta światowej ropy. W ostatnich dniach ruch statków w tym miejscu drastycznie spadł: jeszcze pod koniec lutego przepływało ich 141 dziennie, a 3 marca zaledwie trzy jednostki.
Eskalacja konfliktu natychmiast wybiła ceny surowca. Baryłka ropy Brent podrożała o 27%, osiągając poziom niemal 92 dolarów. Eksperci, w tym polscy europarlamentarzyści, ostrzegają, że brak stabilizacji w regionie oznacza dalszą niepewność. Choć Polska odczuwa te zmiany w ograniczonym stopniu, globalna gospodarka drży przed spekulacjami.
W sprawę zaangażowały się Stany Zjednoczone. Prezydent Donald Trump wezwał do natychmiastowego odblokowania szlaku, a amerykańskie siły ogłosiły wyeliminowanie irańskich jednostek minujących wodę. Walka toczy się nie tylko o bezpieczeństwo, ale i o wpływy gospodarcze – stabilne dostawy są kluczowe, by powstrzymać dominację Chin na rynku surowców. Specjaliści przewidują, że wysokie ceny ropy mogą utrzymać się nawet do końca roku.













