To miał być radosny początek roku, jednak zabawa w popularnym barze „Le Constellation” zakończyła się niewyobrażalną tragedią.
W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia w szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana wybuchł potężny pożar, w którym zginęło około 40 osób, a ponad 115 odniosło obrażenia. Większość poszkodowanych to młodzi ludzie, głównie turyści w wieku od 16 do 26 lat, którzy świętowali nadejście 2026 roku.

Ogień pojawił się około godziny 1:30 w nocy. Według relacji świadków, płomienie mogły zostać wzniecone przez zimne ognie lub race umieszczone w butelkach szampana, które dotknęły drewnianego sufitu. Budynek błyskawicznie stanął w płomieniach, a w środku wybuchła panika. Ludzie próbowali uciekać przez wąskie schody i wybijać okna krzesłami, by wydostać się z pułapki. Akcja ratunkowa była ogromna – na miejscu pracowało 150 ratowników, 40 ambulanse i 10 helikopterów. Prezydent Szwajcarii ogłosił pięciodniową żałobę narodową, a służby wciąż pracują nad identyfikacją ofiar. Prokuratura wykluczyła zamach terrorystyczny, skupiając się na nieszczęśliwym wypadku.










8°c






