Trycak the 2nd, showman czy artysta?

Rozmawiamy dziś z bardzo utalentowanym człowiekiem, którego prace uznane zostały przez BSSG (British Society of Scientific Glassblowers), pracownikiem naukowym i odtwórcą jednej z głównych ról w filmie „Moved”.

Witam bardzo serdecznie Pana Przemysława.

Przemysław Tryc. Witam Panie Pawle, cieszę się, że znalazł Pan czas by ze mną porozmawiać.
Paweł Baran. Panie Przemysławie, na początku chciałbym zapytać, jaka jest pana historia przybycia na Wyspy Brytyjskie? Czy może pan się nią z nami podzielić tak pokrótce?
Przemysław Tryc. Myślę, że moja historia nie jest specjalnie oryginalna, podobnie jak większości ludzi, byłem młody, miałem wtedy dwadzieścia pięć lat, życie wyrzuciło mnie trochę na zakręt, gdzie wszystko się pokomplikowało i pokończyło, kolega powiedział: “Znasz język, masz zawód, jedź!”. No i przyjechałem. Nie byłem do tego zmuszony, w żadnym wypadku, mogłem zostać i próbować skrobać tę skostniałą Polską rzeczywistość ale w pewnym momencie kiedy z mojej wypłaty 1800zł brutto otrzymałem po odliczeniach 900zł z groszami stwierdziłem, że nie może tak być i podjąłem decyzję. Do dziś nie żałuję a każdą rocznicę świętuję dniem wolnym od pracy.
Paweł Baran. Czy przybycie do Anglii było zaplanowane czy raczej była to zupełnie spontaniczna podróż?
Przemysław Tryc. Nie jestem człowiekiem który robi rzeczy spontanicznie. O ile sama decyzja o przyjeździe była efektem pęknięcia czegoś we mnie w środku to cały przyjazd zaplanowałem sobie dosyć dobrze. Od podjęcia decyzji do wylądowania na Stansted minął dokładnie miesiąc, więc nie wiem czy można nazwać to spontanicznością. Oczywiście 90% moich planów wzięła w łeb następnego dnia po przyjeździe, a raczej po pierwszym poniedziałku ale teraz te rozczarowania i moją naiwność wspominam z uśmiechem.
Paweł Baran. Panie Przemysławie, jest pan osobą bardzo medialną, kilka lat temu mogliśmy pana zobaczyć w programie „Immigration Nation” w Channel 4, a bardziej ostatnio w odsłonie programu „The Truth About Immigration” stacji BBC2, nie można też pominąć filmu „Moved” wytwórni Shedlight, w którym zagrał pan jedną z głównych ról. Usłyszeć pana także mogliśmy w audycji radia VoiceFM, oraz w polskich audycjach radia społecznościowego Unity 101 działającego na terenie Southampton. Pamiętajmy też o konferansjerce, poprowadził pan przecież razem z Michałem Wybory Miss Southampton oraz  koncerty WOŚP w Southampton.  Czy ta medialność przyszła sama, czy też to Pan postarał się zaistnieć w mediach?
Przemysław Tryc. Szkoda, że nie wymienił Pan  założonego przeze mnie radia The Sound of Poland, bo z tego bardziej chciałbym być znany. Ten projekt wiele dla mnie znaczył i jego niepowodzenie mnie dotknęło. Swoją drogą chciałbym oficjalnie podziękować wszystkim, którzy włożyli w TSOP swoją pracę i pozdrowić ich serdecznie! Szczególnie Michała Jelenia, bez którego ten projekt nie byłby możliwy. Praca z wami była wielką przyjemnością i zaszczytem, dzięki!
Co do Pańskiego pytania, medialność, jak Pan to skrzętnie ujął nie pojawiła się oczywiście sama, jako że w życiu nic się samo nie dzieje. Na przykład przez siedem lat prowadziłem, nie sam oczywiście, Polski program w Unity 101, i nie wzięło się to z niczego, miałem odwagę się zgłosić i sprostałem postawionym przez producenta oczekiwaniom. Jeśli chodzi o inne media np. filmy dokumentalne, wydaje mi się, że miałem coś do powiedzenia, coś poniekąd interesującego i dlatego wydałem się ciekawą osobowością dla twórców. Rola w filmie fabularnym “Moved” zaskoczyła nawet mnie, więc nie wiem jak to skomentować, choć oczywiście na casting poszedłem. W tej chwili doszedłem do wniosku, że to był chyba mój pierwszy casting w życiu. Zabawne. Oczywiście, jest wiele osób które mi w tym zaistnieniu w mediach pomogły, choćby zaprosiły mnie w odpowiednie miejsce lub też obdarzyły mnie zaufaniem. I tu znowu podziękowania dla Michała Jelenia który zaufał mi na scenie na wyborach Miss Southampton i WOŚPie  oraz dla Dave’a Adcock’a, który dał mi szansę, chyba z obopólną korzyścią.  Także jak pan widzi:  chęci, praca i odrobina szczęścia, które zawsze gdzieś tam w życiu się przydaje.
Paweł Baran. Występując przed kamerami lub mikrofonem, jakie przesłanie chciałby Pan przekazać lokalnej społeczności?
Przemysław Tryc. Lokalnej? Myślę, że nie mam jakiejś uniwersalnej rady dla mieszkańców Southampton, bo nie jestem autorytetem w sprawach społecznych i życiowych. Jeżeli chodzi o Polską społeczność to w sumie chciałbym powiedzieć tylko byśmy trzymali się razem, może kiedyś się to uda i stworzymy społeczność, która będzie dumna ze swojej historii i kultury a jednocześnie na tyle silna by zatrzymać ten potok paszkwili i oszczerstw lejących się na nas, Polaków, z mainstreamowych mediów.
A wspominając o mikrofonie, chciałbym za niego kiedyś wrócić. Nie ma na to za wiele szans teraz ale kto wie co przyniesie przyszłość. Lubię to.
Paweł Baran. Życzymy powodzenia w tej kwestii. A teraz trochę z innej beczki. Czy może Pan przybliżyć naszym czytelnikom jak rozpoczęła się Pana przygoda z pracą nad szkłem i kiedy to się zaczęło?t2
Przemysław Tryc. Przygoda zaczęła się w Polsce, kiedy to potrzebowałem jakiegoś nikłego chciaż dochodu i ku mojej uciesze, mój ojciec będący Dmuchaczem Szkła, zaoferował mi termin na pół etatu, i wtedy to rozpocząłem swoją przygodę jako czeladnik dmuchania szkła na Politechnice Szczecińskiej. Miałem wtedy 19 lat i nie wiązałem żadnej przyszłości z tym zawodem. Niedługo potem ojciec odszedł na emeryturę a ja zostałem sam, niczym pan na włościach, że się tak wyrażę, choć z pewnością nie byłem jeszcze na to gotowy. Powoli szkło jako materiał do obróbki zaczynało mi się coraz bardziej podobać, coraz więcej możliwości widziałem w tworzeniu ciekawych rzeczy, po prostu zakochiwałem się powoli w zawodzie. Przez kilka lat męczyłem się co prawda z “betonową” strukturą polskiej uczelni aż stwierdziłem, że przyszłość w tym miejscu maluje się w straszliwie ciemnych barwach i…  wyjechałem.
Paweł Baran. Jak trafił Pan na Southampton University?
Przemysław Tryc. Trzeciego dnia pobytu w Anglii poszedłem na wydział Chemii na Uniwersytecie Southampton by zobaczyć jakie są szanse na pracę i trafiłem do dmuchalni. Ze zdziwieniem, stwierdziłem, że pracuje tam ich troje, a nie jeden jak w każdej dmuchalni o jakiej wiedziałem. Szefowa dmuchaczy potraktowała mnie bardzo ozięble, wręcz arogancko i wystawiła za drzwi twierdząc, że pracy nie ma i nie będzie. Nie powiem, rozczarowanie było niezmierne ale cóż było robić. Przez rok pracowałem po fabrykach w Southampton i okolicach ale co jakiś czas wpadałem tam by zobaczyć czy coś się nie zmieniło, wzbudzając przy tym rozbawienie dmuchaczy. Aż pewnego dnia, zmieniło się bo ta niemiła dmuchaczka w trybie ekspresowym zwolniła się z Uniwersytetu i powstał wakat, a że mnie już praktycznie znali, zaoferowali mi pracę. Czyli jak Pan widzi Panie Pawle: chęć, praca, upór… i jak zawsze odrobina szczęścia.
Paweł Baran. Czy szkło borokrzemowe jest jedynym, w którym Pan pracuje?
b018fd5ec8f1b90a1c8015900c2c2630_XLPrzemysław Tryc. Oczywiście, że nie. Tak, szkło borokrzemowe, popularnie zwane laboratoryjnym jest moim podstawowym medium i pracuję głównie na nim ale bardzo często używam też szkła sodowego do wspawywania metali, podobnie uranowego oraz czystego kwarcu. Zdarzyło mi się pracować na ołowiowym, znanym większości ludzi jako “kryształ” oraz butelkowo/szklankowym które jest dziwną mieszaniną sodowego i różnych mniej popularnych pierwiastków. Ogólnie moje narzędzia nie pozwalają mi na zbyt wiele jeśli chodzi o naprawę szkła stołowego, to tak nawiasem mówiąc, jeśli ktoś myślałby, że jestem idealną osobą do naprawienia czyjegoś ulubionego wazonu. Ogólnie szkło jest bardziej interesujące i ma więcej odmian niż może się wydawać.
Paweł Baran. Bez wątpienia można powiedzieć o Pana szklanych rzeźbach, że są piękne. Skąd czerpie Pan pomysły na swoje prace, co Pana inspiruje?
Przemysław Tryc. Myślę, że będzie to popkultura, wiele brakuje mi do wielkich artystów ale uważam, że niektóre moje prace celnie przedstawiają rzeczywistość i budzą emocje, a o to chyba chodzi.  Wie Pan, czasami to co nas otacza aż prosi się o komentarz, o jakąś reakcje z naszej strony. Czasami trudno to ubrać w słowa a nawet gdy nam się uda to te pozostają  ulotne i rozmywają się niczym woda nie pozostawiając po sobie wiele. Mi udaje się ten komentarz zatrzymać na chwilę choćby, w tym doskonałym medium jakim jest szkło. Zastygły płyn, niczym woda na chwilę zatrzymana w czasie.
Poza tym myślę, że wiele czerpię z ludzi, z ich emocji, lęków i miłości. Portretuje ludzi i to co w nich siedzi, nawet, jeśli są to rzeźby w stylu Sience-Fiction, coś z człowieka i jego kreatywności jest ukryte w każdej z nich.
Paweł Baran. Czy każda Pana praca jest jedyna w swoim rodzaju, czy powiela pan swoje pomysły?
Przemysław Tryc. Każda praca robiona jest z rozmysłem i każda jest jedyna w swoim rodzaju. Zrobiłem już w swoim życiu dwie kopie, na specjalne życzenia ale nie były to kopie wierne, a raczej rzeźby przypominające oryginał. Nie jestem chińską fabryką i wolę o sobie myśleć jako o artyście, nie powielam, a także nie kopiuję innych. Może nie jestem najlepszy na świecie ale jestem oryginalny i zdaniem wielu, ciekawy a to na razie mi wystarcza.
Paweł Baran. Czy stworzenie jednej szklanej rzeźby jest bardzo pracochłonne, jak wiele czasu zajmuje Panu wytworzenie jednej pracy?
Przemysław Tryc. To bardzo ciężkie pytanie. Myślę, że jeżeli mam dobry pomysł, rzeźba nie jest skomplikowana i jestem w tzw. “gazie” to pewnie jestem w stanie zmieścić się w sześciu, ośmiu godzinach, przeciętnie jednak, jest to dwanaście godzin, oczywiście nie jednym ciągiem. Lubie dopieszczać swoje rzeźby, dbać o niewielkie szczegóły, o tak ważne w takim medium akcenty. To czasochłonne i czasami bardzo frustrujące. Niech pan sobie wyobrazi, że spędza pan nad czymś 12 godzin mozolnej pracy a pod sam jej koniec słyszy pan ostre “TRZASK”, wszystko się rozpada a całą ciężką pracę diabli biorą. Oj można się zdenerwować. Przypomina mi się niezbyt odległa sytuacja kiedy to spędziłem 40 godzin nad figurką z kolorowego szkła, która miała być małym arcydziełem i kiedy to wykańczałem ostatnią nogę spadła mi na ziemie… nie było czego zbierać. Swoją drogą ciężko policzyć ile moich prac nigdy nie dotrwało w całości do końca procesu tworzenia.
Paweł Baran. Jak Pana pracę artystyczną postrzegają  współpracownicy z Southampton University? Wspierają Pana w tym co Pan robi, czy mają do Pana pracy twórczej pozytywny stosunek?

Przemysław Tryc. Oczywiście. Każdy… no dobrze, prawie każdy dmuchacz szkła laboratoryjnego jest w jakimś stopniu artystą. Niemożliwością jest by obcując z takim materiałem na codzień nie mieć ochoty by stworzyć coś niesamowitego i niepowtarzalnego. Także tak, oni wspierają mnie, ja wspieram ich.
Paweł Baran. Czy ciężko jest zdobyć certyfikat BSSG „Standard of Competence” i co trzeba zrobić aby uzyskać taki certyfikat?
Przemysław Tryc. Wie Pan, zespół Świat Czarownic miał taką piosenkę której tekst szedł tak “Jak małe jest to co zwyciężamy a jak wielkie to co walczy z nami”. Teraz, po tylu latach wydaje mi się, że egzamin był dość prosty, choć poprzez jeden głupi przypadek zdałem tylko z credit’em a nie z distinction. Jak się jednak dłużej zastanowię, to rzeczywiście pokrywał bardzo szeroką gamę umiejętności a ocena nie była tylko za to, że się umie ale także za jakość wykonanej roboty, a egzaminatorzy nie wybaczali błędów o czym już wspomniałem, przekonałem się na własnej skórze. Napewno nie można do takiego egzaminu podejść z ulicy, powiem więcej, myślę, że bardzo zdolny człowiek mógłby zdać ten egzamin po trzech latach intensywnego szkolenia, jednak normalnie, czas od rozpoczęcia terminu jako dmuchacz do podejścia do egzaminu na “certificate of competence” to pięć lat.
Paweł Baran. Bardziej showman czy bardziej artysta? W której z tych ról bardziej by się Pan widział? Czy może proporcja jest równa, tak po fifty fifty?
Przemysław Tryc. Mam to szczęście, a może to sobie wypracowuję, że robię w życiu to co lubię. I w pracy i poza nią. Czy jestem showmanem? Czasem pewnie tak. Czy jestem artystą? Po części tak. Czy jestem bramkarzem? Zdarza się. Nie lubię określać się którymkolwiek z tych słów na serio. W moim życiu pewne jest tylko to, że jestem dmuchaczem szkła laboratoryjnego a że ktoś mnie uważa za artystę albo za showmana… to tylko sprawia mi przyjemność.  Ogólnie “grałem” już wiele ról w życiu i każdy kojarzy mnie tak naprawdę z czymś innym. Z innej strony na przykład znają mnie ludzie w Polsce, z innej ludzie z pracy a jeszcze z innej ludzie z którymi lubię spędzać mój wolny czas. Tak więc decyzja należy do Pana, jak chce mnie Pan postrzegać.
Paweł Baran. Panie Przemysławie, pana  prace można zobaczyć na funpage’u, który pan prowadzi, oto link: https://www.facebook.com/trycakthe2nd , skąd nazwa Trycak The 2nd?
Przemysław Tryc. Trycak the 2nd, ha, długo myślałem nad pseudonimem artystycznym i padło na ten. Trycakiem nazywał mnie mój najlepszy przyjaciel z podwórka więc tak to już do mnie przylgnęło, że jakoś nic innego nie pasowało. A the 2nd? Mój ojciec był dmuchaczem szkła, więc jako drugi z rodu wypadało by się z tym powiązać, poza tym trzy lata z rzędu, na angielskich sympoziach dmuchaczy szkła zajmowałem drugie miejsce w konkursie artystycznym, jak i w kończącej tę imprezę aukcji charytatywnej. Tak więc wiecznie drugi, niczym Adam Miauczyński z „Nic śmiesznego”. Poza tym ładnie kojarzy się z miłościwie tu panującą Elżbietą.
Paweł Baran. Twórczość Przemka można bardzo łatwo odnaleźć w Internecie, wystarczy w wyszukiwarce Google wpisać Trycak The 2nd. I tak już bardziej na koniec, gdyby jutro miał Pan wyruszyć w podróż dokoła świata i mógł zabrać ze sobą tylko jedną osobę, kogo by pan zabrał?
Przemysław Tryc. Klonka, mojego najlepszego przyjaciela z podwórka, z którym nie idzie się nudzić, choć znając go pewnie by powiedział, że to głupi pomysł i lepiej pójdźmy się nawalić piwami do Hormona 😉
Paweł Baran. Panie Przemysławie, dziękuję panu za spotkanie i rozmowę. Wszystkich, którzy chcieliby zobaczyć Przemka przy pracy twórczej zapraszamy do klipu, który on sam nakręcił:

reklama

Przemysław Tryc. Dziękuję Panie Pawle i ja również serdecznie zapraszam, jeśli się spodoba, polubcie i podajcie dalej. Może ktoś zechce mi dopomóc w organizacji wystawy w Southampton? Pozdrawiam wszystkich czytelników Głosu Polonii.


Druk materiałów reklamowych

Oferujemy kompleksowy druk najbardziej popularnych materiałów takich jak: Ulotki, Wizytówki, Bannery, Plakaty...

UDOSTĘPNIJ